O moim zamiłowaniu do rzeczy vintage i retro miałyście okazję się przekonać zaglądając do mojego sklepiku. Dziś chciałam Wam pokazać moją prawdziwą vintage sukienkę, którą wyszperałam w jednym z paryskich sklepików vintage (czyli najprościej mówiąc w jednym z tamtejszych lumpeksów :). Jak ją zmierzyłam to pani w sklepie od razu stwierdziła, że tyle osób ją mierzyło, ale, że na mnie jest po prostu idealna. I w ten sposób wyszłam ze sklepu z sukienką, prawdziwą amerykańską perełką vintage. Oczywiście nie obyło się bez poprawek, gdyż sukienka miała ogromne bufiaste rękawy, w których ja, raczej drobna osoba, wyglądałam niczym He-Men (nie wiem czy pamiętacie jeszcze tę bajkę). Postanowiłam pozbyć się rękawów, a na dole doszyć koronkę, która jeszcze bardziej podkreśla jej charakter. I w ten oto sposób mam idealną pastelową sukienkę vintage i to w dodatku z kokardą.